Sanki (490)


Marti wstał o poranku. Ubrał się ciepło. Zszedł na dół. Otworzył drzwi do ogrodu. Śniegu w ogrodzie było po kolana. Mixi próbując wyjść na dwór wpadł w śnieżny puch:
– czekaj piesku – powiedział Marti – trzeba odśnieżyć ścieżkę
– uf – jakiś gość pensjonatu mający zamiar iść do miasteczka odezwał się do Martiego – chyba dzisiaj też za bardzo nie można wyjść do miasta
– spokojnie – powiedział Marti – zaraz śnieg zostanie odgarnięty
-, ale posypało – powiedział gość pensjonatu – może pomóc
– nie trzeba – wyjmując ze składziku ogromną łopatę powiedział Marti – jesteśmy na wszystko przygotowani
-, ale samochodem, to na pewno nie będzie można wyjechać – powiedział gość pensjonatu
– obawiam się – powiedział Marti -, że odśnieżarka przyjedzie dopiero popołudniu
– trudno – powiedział gość pensjonatu – pójdę do miasteczka pieszo
Marti wyszedł na podwórze. Położył ogromną łopatę na ziemi. Popychając łopatę do przodu śnieg odsuwał się na boki. Usypując małe śnieżne pagórki. Wyglądające bardzo zjawiskowo na tle zasypanego śnieżno białym puchem ogrodu. Skończywszy odśnieżać ścieżkę prowadzącą do furtki. Marti wchodząc do domu oparł o ścienię przy drzwiach przemarzniętą łopatę:
– już można przejść – powiedział Marti – tylko proszę uważać, bo jest ślisko nie zdążyłem jeszcze posypać ścieżki piaskiem
– dziękuje – odpowiedział gość pensjonatu – do widzenia
– do widzenia – odpowiedział na mu Marti
Gość pensjonatu pomału poszedł do furki. Wyszedł za ogrodzenie znikając z widoku. Marti wyjął z składziku torbę z piaskiem i mniejszą łopatę. Obsypał ścieżkę piaskiem. Przyglądając się ogrodowi zastanawiał się, co dalej:
– cześć – odezwał się głos Pabiego
– cześć – odparł Marti
– sorki – powiedział Pabi -, że wczoraj nie przyszłe, ale sam wiesz, jaka była pogoda
– no wiem – odpowiedział Marti – Matti i Sent, też nie przyszli, ale mogliście przynajmniej zadzwonić
– mam maleńką córeczkę – powiedział Pabi – wczoraj się nią opiekowałem, przecież wiesz, jak to jest jak się ma małe dziecko
– tak wiem – powiedział Marti – chodź do środka
– widziałeś okolicę – powiedział Pabi -, jak przysypało śniegiem
– nie – powiedział Marti -, ale swój ogród tak
– idealna pogoda na sanki – powiedział Pabi
– dla nas – powiedział Marti -, czy dzieci?
– chyba raczej dzieci – powiedział Pabi
– a masz sanki? – spytał Marti
– jasne – powiedział Pabi – Sara powiedziała, że jak wózkiem nie idzie przyjechać, to przyjedzie z małą na sankach
– żartujesz – powiedział Marti
– poważnie – powiedział Pabi – może usypiemy w ogrodzie górkę do zjeżdżania
– super pomysł – powiedział Marti – pomożesz odśnieżyć mi ogród
– no pewnie – powiedział Pabi – możemy odgarnąć śnieg w jedno miejsce przy płocie, wtedy, jak przyjdzie odwilż woda spłynie na zewnątrz, a nie do ogrodu
– no nie wiem – zażartował Marti – może od razu wykopmy dół odpływowy prowadzący w stronę morza
– o jejku – powiedział Pabi -, aż tak
– wiesz, co to jest naturalny ekosystem? – spytał Marti – woda wchłonie w ziemię i na wiosnę urośnie trawa
– to może ulepmy jakieś figurki ze śniegu – powiedział Pabi
– cześć – odezwał się głos Mattiego
– cześć – odpowiedział Marti
-, co porabiacie? – spytał Sent
– właśnie idziemy do domu – powiedział Marti
– widzieliście – powiedział Matti –, co dzieje się w okolicy
-, co takiego? – spytał Pabi
– jest pełno śniegu – powiedział Sent
– dzieciaki z rodzicami wyszły na sanki – powiedział Matti
– u nas też jest śnieg – powiedział Marti – i to dużo
– można by było z tego usypać mini tor saneczkowy – powiedział Matti – wystarczy odgarnąć trochę śniegu
– jest dużo miejsca – powiedział Sent
– serio – powiedział Marti
– no – powiedział Sent
– super pomysł – powiedział Pabi
– masz jakieś łopaty? – spytał Matti
– tam – pokazując dłonią łopatę opartą o ścianę powiedział Marti
– wystarczy odgarnąć śnieg – powiedział Matti chwytając łopatę w dłoń – na około ogrodu wzdłuż płotu
– a ten śnieg się nie odsunie – powiedział Marti – jak ktoś będzie jeździł na sankach
– raczej nie – powiedział Matti
– na pewno – upewnił się Marti
– odgarniemy śnieg tak jak mówiłem – powiedział Matti – a potem zobaczymy
– spróbuj – powiedział Pabi
– ok – powiedział Sent – zobaczymy
– nie wiem – powiedział Marti -, czy to tor, czy raczej śnieżne ścieżki do prowadzenie sanek z dziećmi
– i jedno i drugie dobre – powiedział Matti – a jaka to różnica?
– na torze się zjeżdża z górki – powiedział Marti -, a po śnieżnych ścieżkach można tylko chodzić
– patrzcie na to – powiedział Matti wyrzeźbiwszy w śniegu ścieżkę prowadzącą pod małą górkę i na dół
– może to trochę utwardzić wodą – powiedział Sent
-, co ty masz zamiar zrobić zjazd saneczkowy dla dzieci? – spytał Marti – czy lodowisko?
– świetny pomysł – powiedział Matti – można odgarnąć śnieg tak, że w środku zostanie małe lodowisko
– no i ktoś wywinie figla – powiedział Marti
– masz, więcej takich łopat? – spytał Matti
– druga jest w składziku – powiedział Marti – przynieść?
– jeśli możesz? – spytał Pabi
Marti poszedł do domu. Wyjął ze składziku dwie łopaty jedną większą drugą mniejszą. Chwile później przyniósł obydwie łopaty do ogrodu:
– wiadro z wodą też wam przynieść – spytał podając łopaty Pabiemu i Sentowi
– zobaczymy za chwilę – powiedział Matti
Pabi, Sent i Matti nie zważając na niezbyt optymistyczne nastawienie Martiego od razu rozpoczęli odgarniać śnieg. Odsuwając z jednej strony ogrodu ze środka śnieg pozostawiając wąską warstwę. Wokół usypali mniejsze i większe górki prowadzące jednolitą wyboistą ścieżkę. W końcu prace dobiegły końca:
– i co ty na to? – powiedział Matti
– można i się ślizgać i zjeżdżać z górki – powiedział Pabi
– zalać środek wodą? – spytał Sent
– macie zamiar jeździć na łyżwach? – spytał Marti
– może – powiedział Matti
– na razie zostawcie tak jak jest – powiedziała Marti
-, dlaczego? – spytał Matti
– Dori, Sara i Toxi idą – powiedział Marti – jutro skończycie
– cześć – powiedziała Dori
– cześć – odpowiedział Mart
-, co to? – spytała Toxi
– ścieżki do zjeżdżania na sankach – powiedział Pabi
– dla was? – spytała Dori -, czy dla dzieci?
– dla dzieci? – powiedział Matti
– można spróbować – powiedział Sent
– Juli jest za mała – powiedziała Sara wioząca Juli na sankach -, żeby zjeżdżać z górki
– możesz spróbować zjechać z nią – powiedział Pabi
– pójdę po Martysia – powiedział Marti – idąc do domu
– poczekaj – powiedziała Toxi – pójdę z tobą
Lilka z Martysiem i Aeiszą siedziały w fotelach na korytarzu. Marti wszedł do domu z Toxi. Podszedł do żony:
– masz kurteczkę Martysia? – spytał Marti Lilkę
-, co oni znowu zmalowali? – spytała Lilka
– idź zobaczyć na podwórko – powiedziała Toxi
– idziemy na sanki – powiedział Marti
– w pokoju – powiedziała Lilka
– zaraz – powiedziała Lilka wdając z fotela – zobaczę
Marti pobiegł na górę po kurtkę Martysia. Chwile później był już na dole. Założył maluchowi kurteczkę. Chwycił synka na ręce. Wyszedł na dwór. Lilka, Toxi i Aeisza wyszły na podwórze za nim. Marti posadził Martysia na sankach obok Juli:
– możecie jechać – powiedział Pabi
– ok – powiedziała Sara trzymająca w rękach sznurek od sanek
– tylko pomału – powiedziała Lilka
– oby nic się nie stało – powiedziała Aeisza po cichu
Sara pomału szła do przodu trzymając sznurek sanek w rękach. Prowadziła sanki z siedzącymi na nich maluchami ślizgające się po wąskiej śnieżnej ścieżce. Matti, Pabi i Sent opierając się o łopaty przyglądali się zadowoleni z efektów swojej pracy. Dori, Toxi i Aeisza również przyglądali się śnieżnej budowli z podziwem. Marti i Lilka spoglądali na swój ogród nic nie mówią. Uśmiechali się ze szczęścia, iż po raz kolejny mogli uszczęśliwić innych. Udostępniając ogród dzieciom. Śnieżne ścieżki poprowadzone na niewielkiej powierzchni przypominały wyglądem małą krainę. Wywarły wrażenie na gościach pensjonatu spoglądających z zaciekawieniem na powstałe podwórkowe arcydzieło z okien pokojów.