Babie lato (211)


Dzionek zapowiadał się pięknie. Słońce pomału wychylało się zza horyzontu tafli morskich fal. Wyglądając z tarasu błękitne niebo rysowało się przed oczyma. Lilka i Marti wcześnie wstali. Mixi wesoło merdał ogonkiem biegając po pokoju. O wschodzie słońca wyszli na spacer wzdłuż brzegu morza. Wiatr delikatnie unosił w powietrzu ziarenka piasku. Głaszcząc korony wielkich iglastych drzew. Fale morskie obmywały ich stopy, gdy przez chwilę przysiedli na plaży tuż przy brzegu:
– patrz jak te wakacje szybko minęły – odezwał się Marti przerywając ciszę
– tak – odpowiedziała Lilka –, ale przyznasz, że były niezapomniane
– dużo się wydarzyło – powiedział Marti – nie spodziewałem się, że w takiej małej miejscowości może tak intensywnie tętnić życie
– a co myślałeś, że będzie tylko spokój i cisza? – spytała uszczypliwie Lilka
– nie zupełnie – powiedział Marti
– Mixi – zawołał Lilka swojego pieska biegającego po plaży do siebie przerywając Martiemu – chodź tutaj do nas
– spodziewałem się, że w wakacje będzie sporo gości – kontynuował Marti – niektórzy są jeszcze do teraz
– pewnie do końca babiego lata – powiedziała Lilka – później turyści już powyjeżdżają
– turyści przyjeżdżają dopóki jest słoneczna pogoda – dodał Marti
– no to akurat do końca miesiąca – odpowiedziała Lilka – potem może zrobić się już chłodno i deszczowo, zresztą nawet, jeśli turyści wyjadą, to nie będziemy mogli narzekać na nudę, mamy, tu znajomych, którzy na pewno zapewnią nam mnóstwo atrakcji, no i oczywiście więcej niezapomnianych chwil
– będziemy mieć, co wspominać na starość – powiedział Marti
– pewnie będziemy siedzieć przy ogrzewającym nas kominku w bujanych fotelach popijając gorącą czekoladę – dodała Lilka – śmiać się z tego co kiedyś było, ale na razie przed sobą mamy jeszcze wiele lat życia jesteśmy tacy młodzi
– idziemy pomału do sklepu? – spytał Marti
– możemy iść – odpowiedziała Lilka zakładając Mixi smycz
– mamy teraz prawdziwe babie lato – podsumował Marti – no i pogoda jest jeszcze piękna
– oj Marti – westchnęła Lilka podnosząc się jeszcze z chłodnego piasku o tej porze dnia.
Idąc piaszczystą plażą Marti i Lilka doszli do wyjścia. Wchodząc jeszcze do kolorowego miasteczka, nieoczyszczonego po odbywających się tutaj imprezach wakacyjnych oraz festynie. Szli główną uliczką w kierunku małego marketu. Mijają budzące się właśnie do życia targowisko, park i ludzi przemieszczających się tu i ówdzie.