Pierwsze spojrzenie (487)


Ostatniego dnia tygodnia przed południem Sara została wypisana ze szpitala. Pabi czekał na swoją żonę i córeczkę przed budynkiem. Ujrzawszy żonę wychodzącą na zewnątrz otworzył drzwi samochodu. Córeczkę chwycił na ręce i ułożył w dziecięcym foteliku przymocowanym do siedzenia. Marti i Lilka z Martysiem wybrali się na zakupy do miasteczka. Wracając do domu Pabi i Sara z Juli wstąpili do okolicznego sklepu na małe zakupy. Spacerując między regałami zobaczyli na dziale dziecięcym Martiego i Lilkę z Martysiem:
– cześć – odezwał się Pabi podchodząc do Martiego
– cześć – odpowiedział Marti
– zakupy na weekend? – spytał Pabi
– tak – odpowiedział Marti – rozglądamy się za czymś dla dziecka
– my też – powiedział Pabi – Sara dzisiaj wyszła ze szpitala i po drodze wstąpiliśmy na zakupy
– już południe – stwierdził Marti – pewnie dzisiaj macie dużo czasu
– tak jakby – powiedział Pabi – dzisiaj ma wolne
– a co? – spytał Marti – przeszedłeś na urlop ojcowski
– nie – odpowiedział Pabi – mam wolne do końca tygodnia
-, czyli jutro widzimy się w pracy – powiedział Marti
– przecież wiesz – odpowiedział Pabi -, że zawsze byłem wobec ciebie lojalny
– tak – odpowiedział Marti
– idziecie od razu do domu? – spytał Pabi
– nie wiem – powiedział Marti – może pójdziemy jeszcze do cukierni po świeże ciasto
– my też – odpowiedział Pabi
– możemy przejść się nad morze – powiedział Marti – dzisiaj wyjątkowo jest cieplej niż zazwyczaj
– Juli zobaczy po raz pierwszy morze – powiedział Pabi
– właściwie – powiedział Marti, – jeśli nie macie nic ciekawszego do roboty możecie przyjść do nas na obiad
– zapraszamy – odezwała się Lilka zajęta do tej pory przeglądaniem dziecięcych ubranek dla chłopczyków
– śliczne – powiedziała Sara
– a tu jest coś dla dziewczynek – powiedziała Lilka pokazując Sarze dziewczęce ubranko dla niemowlaka
– podoba mi się – powiedziała Sara -, ale na moją córeczkę troszeczkę za duże
– dzieci szybko rosną – powiedziała Lilka – ani się spostrzeżesz, a będzie pasowało
– już znalazłyście? – spytał Marti -, to, czego potrzebowałyście?
– tak – odpowiedziała Lilka – możemy pomału iść do kasy
– a ty? – spytał Pabi Sary
– tak – odpowiedziała Sara pokazując koszyk z kilkoma ubrankami dla dziewczynek, drobiazgami i jedzeniem
Marti i Lilka podeszli do kasy pierwsi. Ekspedientka szybko skasowała położone na taśmie produkty. Chwilę później Pabi i Sara podeszli od kasy:
– idziecie z nami do cukierni? – upewnił się Marti, gdy Pabi zapłacił za zakupy
– tak – odpowiedział Pabi
Marti z Lilką i Pabi z Sarą wyszli ze sklepu. Nieopodal sklepu znajdowała się niewielka cukiernia. Znajomi weszli do małej cukierni wystrojonej ozdobami świątecznymi:
– dzień dobry – odezwała się pani stojąca za ladą
– dzień dobry – odpowiedziała Lilka
– coś dla państwa? – spytała nieco pulchna kobiecina
– tak – odpowiedziała Lilka – ciasto z kremem i sernik
– proszę – podając pokrojone kawałki ciasta powiedziała pani obsługująca cukiernię
– dziękuję – odpowiedziała Lilka płacąc gotówką
– dla nas – podchodząc do lady odezwała się Sara – sernik i szarlotka
– proszę bardzo – podając pokrojone na kawałki ciasto powiedziała pani obsługująca klientów
– dziękuję – podając gotówkę powiedziała Sara
– możemy już iść? – powiedział Marti
– tak – odpowiedziała Lilka
– wiesz – powiedział Pabi – na ten spacer nad morze możemy z wami iść na chwilkę, ale jesteśmy autem i jakbyście zamierzali wracać do domu plażą, to raczej nie pójdziemy, nie zostawię samochodu na parkingu w mieście, a z dwójką dzieci do osobówki się nie zmieścimy
– dobrze – odpowiedział Marti – my też jesteśmy autem wsadzimy zakupy do bagażnika i pójdziemy nad morze
– a co myśleliście? – spytała Lilka -, że w taki ziąb przyszliśmy na zakupy do miasteczka pieszo
– no – odpowiedział Pabi
– no, co ty? – odparł na to Marti pokazując zaparkowany przy sklepie samochód – przyjechaliśmy samochodem
– o nie zauważyłem – powiedział Pabi uśmiechając się do siebie w myślach pokazał Martiemu swój samochód zaparkowany naprzeciwko jego samochodu – nasz jest tam
– super – powiedział Marti
– spakujmy zakupy – powiedział Pabi – do bagażnika i chodźmy nad morze
– ok – powiedział Marti otworzywszy samochód poukładał reklamówki z zakupami do bagażnika
– możemy już iść – powiedział Pabi zamykając bagażnik samochodu
– jest zimno – powiedziała Lilka próbując odwieść od pomysłu męża – nie wiem, czy ten spacer nad morze, to dobry pomysł?
– może jedźmy lepiej do domu – powiedziała Sara
– idziemy tylko na chwilę – powiedział Pabi
– ok – powiedziała Lilka do Martiego -, ale potem jedziemy do domu
– tak – odpowiedział Marti
Marti z Lilką i Martysiam oraz Pabi z Sarą i Juli pomału poszli w stronę wejścia na plażę. Nie idąc zbyt daleko zatrzymali się na początku deptaku wiodącym wzdłuż plaży spojrzeli na morze:
– mówiłam – powiedziała Lilka – jest zimno
– tak – odpowiedziała Sara – wracajmy już do domu
– dobrze – odpowiedział Marti
– ok – powiedział Pabi
Martyś spoglądał w stronę morza wesoło machając rączkami. Juli słodko śpiąca w swoim wózeczku otworzyła oczka. Spoglądała z zaciekawieniem na morskie. Martyś widząc zainteresowanie maleńkiej Juli zjawiskiem widzianym przez dziewczynkę po raz pierwszy. Spoglądał na nią ze swojego wózeczka. Marti i Lilka pomału poszli do swojego samochodu:
– jedziecie do nas? – spytał Marti
– dzisiaj – powiedział Pabi – raczej nie
– jestem już zmęczona – powiedziała Sara wsiadając do samochodu
– no to do zobaczenia jutro – powiedział Marti
– do zobaczenia – odpowiedział Pabi wsiadając do auta
Pabi odpalił silnik odjeżdżając w stronę swojego domu. Marti i Lilka chwilę później wsiedli do samochodu. Pojechali pomału do swojego domu. Lilka wysiadła z samochodu na parkingu. Marti odstawił samochód do garażu. Aeisza obsługująca recepcję usłyszawszy pukanie do drzwi natychmiast poszła otworzyć:
– pomóż mi – powiedziała Lilka podając Aeiszy zakupy – zanieść reklamówki do kuchni
– dobrze – odpowiedziała Aeisza
Aeisza chwyciła do ręki część reklamówek z zakupami wraz z Lilką poszła do kuchni:
-, co to? – spytała Lilka widząc na stole danie
– obiad dla ciebie i Martiego – powiedziała Aeisza – pieczony kurczak z frytkami i chipsami na sałacie
– wygląda smacznie – powiedziała Lilka
– dzięki – powiedziała Aeisza – ja jadłam już wcześniej pomyślałam, że jak wrócicie, po tych zakupach, to będziecie głodni
– spróbujemy – powiedziała Lilka -, czy dobre?
– smacznego – powiedziała Aeisza wychodząc z kuchni
-, co jest? – spytał Marti niosąc Martysia na rękach
– obiad w kuchni – odpowiedziała Aeisza – dzisiaj było spokojnie na recepcji, więc zdążyłam coś tam u kuchcić
– coś smacznego? – spytał Marti
– sam sprawdź – odpowiedziała Aeisza
Marti zniknął za drzwiami kuchni. Aeisza wróciła do recepcji. Chwile później ktoś zaczął dzwonić do jeszcze niedomkniętych drzwi. Aeisza poszła otworzyć:
– zapraszam do środka – powiedziała Aeisza
Ministranci weszli pomału do środka śpiewając kolędę. Aeisza poszła do kuchni po Martiego i Lilkę:
– chodźcie na korytarz – powiedziała Aeisza
-, co się stało? – spytał Marti
– dzisiaj macie kolędę – powiedziała Aeisza – ministranci przyszli
– zupełnie zapomniałem – powiedział Marti – mam nadzieje, że w jadalni jest czysto
– tak – odpowiedziała Lilka – zaproś ministrantów do jadalni my za chwilkę przyjdziemy
Aeisza poszła na korytarz:
– proszę za mną – powiedziała Aeisza prowadząc ministrantów do jadalni – państwo mieszkający w tym domu zaraz przyjdą
– można? – spytał jeden z ministrantów wpisując kredą na drzwiach pierwsze litery imion trzech króli
– tak – odpowiedział Marti wychodząc z kuchni – zapraszam
Ministranci weszli do jadalni śpiewając kolędę. Ksiądz wszedł do domu po kilku minutach rozejrzał się po korytarzu. Lilka wychodząca z kuchni widząc gościa wchodzącego do domu zaprosiła księdza do jadalni:
– zapraszam tutaj – powiedziała Lilka wskazując dłonią pokój
Ksiądz wszedł do pokoju. Uklękniesz pomodlił się po cichu. Pokropił wodą święconą i pobłogosławił jadalnię. Usiadł na jednym z krzeseł przy stole:
– młode małżeństwo – odezwa się ksiądz proboszcz – rok, czy dwa lata po ślubie
– trochę dłużej – odpowiedziała Lilka
– to nasz syn Martyś? – odezwał się Marti
– państwo gdzieś pracują? – spytał ksiądz proboszcz
– tak oczywiście – odpowiedział Marti
Ksiądz znający prawie wszystkich mieszkańców w okolicy nie wnikał dalej w oczywiste odpowiedzi:
– a ty dziewczynko – spoglądając na Aeisze spytał ksiądz proboszcz – to od niedawna tutaj jesteś nie widziałem cię nigdy wcześniej?
– to nasza pracownica? – powiedział Marti
– służąca? – spytał ksiądz proboszcz z zaciekawieniem
– teraz rozpoczyna się sezon zimowy – odpowiedział Marti – ferie Aeisza obsługuje recepcję
– rozumiem – odpowiedział ksiądz proboszcz – dużo u was gości
– sporo – odpowiedział Marti
– miło było was odwiedzić z wizytą duszpasterską – wręczając obrazki wigilijne powiedział ksiądz proboszcz -, ale mam do odwiedzenia jeszcze kilka domów
Ministranci wyszli z jadalni chwilę wcześniej. Czekali na księdza proboszcza na korytarzu. Ksiądz proboszcz wstał z krzesła wyszedł na korytarz. Marti, Lilka i Aeisza siedzący przy stole obok odwiedzającego pensjonat księdza proboszcza, wstali z krzeseł. Odprowadzili duchownego na korytarz gdzie, po wyjściu ministrantów pozostały uchylone drzwi wyjściowe. Ksiądz proboszcz przeszedł ścieżką ogrodową do furtki i wraz z czekającymi na niego ministrantami poszedł w kierunku kolejnego domu.